.

.

Saturday, 16 January 2016

Page 2. Can't be better.

Cześć misie.
W pierwszej kolejności, chciałabym podziękować za ponad dwadzieścia tysięcy wejść. Jedyne, co mogę powiedzieć w tej sytuacji to WOW i massive thank you! Haha.
Druga sprawa. 
Ilość waszych wejść wskazuje na całkiem sporą ilość czytelników, dlatego chociaż statystyka mnie cieszy to jednak, gdzieś tam w środku trochę się smutno robi z powodu braku komentarzy, a zależy mi na waszej opinii. Jeśli nie chcecie tutaj zostawiać, zawsze możecie to zrobić na twitterze, pod #KubekFF (Nie mówię o tych czytelnikach, których powody znam dlaczego nie ma opinii tam na dole ;))
Trzecia sprawa.
Wszelkie powtórzenia w tym rozdziale były zamierzone. I dalej przepraszam za błędy przecinkowe. To dalej nie jest moja mocna strona.

Zapraszam do obserwowania mnie na twitterze @missmgreenie. Tam najszybciej dowiecie się o nowych rozdziałach czy spoilerach.
Starym zwyczajem, życzę SMACZNEGO! 


Nie wiedziałam jak znalazłam się w łóżku Louisa, ale byłam wyspana i czułam się na pewno lżej, niż kiedy za pierwszym razem kładłam się spać. Przeciągnęłam się ziewając, nim na dobre otworzyłam oczy. W pokoju było już widno, a ja czułam się zdecydowanie lepiej.
Kiedy podniosłam się z łóżka od razu zgarnęłam swoje ciuchy i poszłam do łazienki, wziąć prysznic i się ubrać. W domu było podejrzanie cicho, mimo, że było już po jedenastej.
Czysto teoretycznie gotowa do wyjścia zeszłam na dół, zostawiając ciuchy Louisa w koszu na brudy. Zdziwiłam się, kiedy cała piątka w ciszy siedziała w kuchni. Harry bawił się telefonem, Zayn coś rysował, Liam czytał gazetę. Niall znudzony pił kawę, a Louis coś majstrował przy kuchence.
- Wszystko z wami w porządku? – spytałam zatrzymując się w drzwiach. Jedyny Niall się do mnie odwrócił i zrobił skwaszoną minę.
- Nie powiedziałaś nam, że masz chłopaka – powiedział oburzony. Spojrzałam na Louisa, nie wierząc, że wszystko wypaplał.
- Przepraszam, ale znowu dzwonił. Kierunkowy z Londynu, więc… Przyjechał. Dobrze wiesz, że przed nimi się nic nie ukryje – powiedział biorąc do ręki talerz z kanapkami i wyciągnął do mnie rękę. – Zrobiłem ci śniadanie – uśmiechnął się lekko i „niewinnie”. Pokręciłam głową, ciężko wzdychając.
- Teraz będziecie siedzieć na mnie obrażeni, bo nic wam nie powiedziałam? – spytałam podchodząc do Louisa i zabrałam z talerzyka jedną kanapkę. Popatrzyłam na chłopaków, najdłużej zatrzymując wzrok na Harrym.
- Nie wierzę, że jemu powiedziałaś, a mnie nie – powiedział zielonooki.
- Harry… Dowiedział się w nocy, bo widział, że Ashton dzwonił. Telefon został na dole…
- Nie tłumacz się Diana – mruknął wracając do zabawy telefonem. Odłożyłam nawet nienadgryzioną kanapkę na talerzyk, który dalej trzymał Louis i podeszłam do Harry’ego, wieszając mu się na plecach.
- Ale i tak wiesz, że cię kocham – mruknęłam zaciskając ręce na jego pasie. Nie chciałam, żeby byli na mnie źle. Pocałowałam jego policzek i przymknęłam powieki, czując jak tą swoją wielką łapą przykrywa moją dłoń.
- I tak będę na ciebie chwilę zły. Powinnaś mi była powiedzieć, a ty zignorowałaś temat – powiedział, a ja usłyszałam, jak Zayn siedzący obok nas chrząka znacząco.
- Chciałem zauważyć, że tu nie tylko o ciebie chodzi, Styles. Nie powiedziała żadnemu z nas z wyjątkiem Louisa. On ma jakieś taryfy ulgowe, jakieś chody czy coś? To nie jest fair w stosunku do nas, Diana – powiedział odkładając ołówek obok kartki. Spojrzał na mnie, a ja poczułam, jak się czerwienię. Dobrze wiedziałam, że to nie jest fair wobec nich. Nie musiał tego mówić na głos jeszcze, wprawiając mnie tym samym w zakłopotanie.
- Przepraszam, jeśli to was dotknęło, ale nie chciałam mówić wam o tym, bo to nic ważnego. Kiedy z wami rozmawiam, wolę posłuchać co u was słychać, jak minęła trasa, jak koncerty, co nowego w waszym życiu się wydarzyło. Mój związek czysto teoretycznie nie jest do końca związkiem, bo wszystko się odbywa drogą wiadomości i rozmów na Skype. Jest gorszy niż twój związek z Perrie „na odległość”, czy twój Liam. Ani ja, ani Ashton nie śpimy na kasie. Nie możemy się widzieć w każdej wolnej chwili i… po prostu nie lubię o tym gadać. Nie moja wina, że dzwonił akurat wtedy, kiedy Louis był w pobliżu mojego telefonu. Nie moja wina, że widział to. Nikt nie kazał mu zaglądać w mój telefon – powiedziałam z lekkim wyrzutem odsuwając się od Stylesa. – Oboje mamy swoje zajęcia i mieszkamy na dwóch różnych, mega odległych od siebie kontynentach. To nie jest coś o czym chcę gadać, bo wiem, jak to by się zawsze kończyło, a wolę przeżywać takie rzeczy w samotności – podeszłam do talerzyka z kanapkami i zgarnęłam jedną wgryzając się w nią ze złością. – Zamiast się obrażać, moglibyście pomyśleć o tym w taki sposób – dodałam z pełnymi ustami i spojrzałam z delikatną wdzięcznością na Lou, który podsunął mi kubek, z herbatą. Oni byli czasami jak dzieci, które potrzebują być zapewniane o uczuciach, zaufaniu i innych takich. Obrażali się czasem o nic, o brak jakichś wiadomości, ale sami też nie pytali. Mieli pretensje o coś, czego teoretycznie nie powinni wiedzieć. I właśnie przez takie ich zachowanie nic im nie powiedziałam na temat swojego związku. Tylko Louis był w miarę ogarnięty, żeby orientować się w takich sprawach na tyle poważnie, żeby nie odstawiać takich szopek.
- Jak chcesz odwiozę cię do hotelu, bo sam mam się spotkać z Eleanor – powiedział Tommo, uśmiechając się lekko. Pokiwałam twierdząco głową, że zgadzam się na to i wetknęłam do ust resztę kanapki.
- Chcemy go poznać – powiedział Liam, odkładając gazetę na bok. Spojrzałam na niego z niemym pytaniem: po co? – Jest twoim facetem, długo przed nami to ukrywałaś, więc chociaż zrekompensuj nam to przedstawiając go. Nic więcej nie chcemy, prócz wiedzieć, że to dobry kandydat. Możecie wpaść dzisiaj, albo jutro… Jak wam będzie pasować. Skoro jest z tobą, automatycznie należy do naszego kręgu, więc musimy go znać. Proste – powiedział wzruszając ramionami i uśmiechnął się najsłodziej jak tylko się da w jego wykonaniu.
- Zobaczę co da się zrobić – odpowiedziałam specjalnie siorbiąc herbatę. A potem dokończyłam swoje śniadanie, nabierając siły na ciąg dalszy tego dnia.

*

Louis najpierw zawiózł mnie do mojego mieszkania, żebym mogła się przebrać i trochę ogarnąć. Z wiadomości, którą dostałam rano od Ashtona, wynikało, że powinnam być za pół godziny w hotelu, który znajdował się dwadzieścia minut drogi na piechotę ode mnie. Ale pogoda dzisiaj nie była łaskawa, więc Louis obiecał, że mnie podrzuci. Kiedy ja się ogarniałam, on siedział w saloniku i oglądał telewizję, przeskakując po kanałach. Niecierpliwiłam się. Miałam zobaczyć swojego chłopaka, po dłuższej przerwie, jednocześnie mając na uwadze, że jesteśmy po kłótni i nie miałam pojęcia, jak on zareaguje mimo wszystko na mój widok.
- Denerwujesz się, co? – spytał Lou, kiedy przebiegłam przez salon z łazienki do swojego pokoju.
- Ameryki nie odkryłeś – mruknęłam ściągając bluzkę. Byłam tak poddenerwowana, że nie interesowało mnie, czy będzie patrzył czy nie, bo zostawiłam otwarte na oścież drzwi. Rzuciłam koszulkę na podłogę, sięgając ostatecznie sweterek fabrycznie podarty w serduszka, który idealnie się komponował ze skórzanymi spodniami.  
- Wyluzuj, Diana. Jestem pewien, że jak tylko cię zobaczy, to zapomni o jakichkolwiek kłótniach – powiedział Louis w momencie, kiedy ja wyszłam ze swojego pokoju, na ślepo splatając włosy, które co chwilę mi się wysuwały. – Chodź tu – poklepał miejsce obok siebie. Usiadłam obok niego, pozwalając by to on zajął się moją fryzurą i splótł je w porządnego warkocza. – Rozumiem, gdybyś się denerwowała przed pierwszą randką, ale jesteście ze sobą rok, tak?
- No tak, ale każde spotkanie z nim po takim czasie, jest jak pierwsza randka. Poza tym, pokłóciliśmy się i nie wiem jak zareaguje i do tego dopiero teraz do mnie dotarło jak bardzo za nim tęskniłam – powiedziałam cicho, kiedy on skończył układać moje włosy i po prostu mnie przytulił do siebie.
- Nie martw się. Ciebie się nie da nie kochać. A teraz chodź jeśli jesteś gotowa. Masz dwadzieścia minut, a trzeba wziąć pod uwagę ewentualny korek – cmoknął mój policzek, a ja podniosłam się z kanapy idąc znów do łazienki, by wepchnąć w torebkę ewentualnie potrzebne kosmetyki, na koniec spryskując się ulubionymi perfumami. Nie pasował mi jednak ten warkocz, chociaż uwielbiałam, gdy Lou bawił się moimi włosami – rozpuściłam je. W holu założyłam botki, które dodawały mi kilku centymetrów i czarną parkę, mając na sobie wystarczająco ciepły sweterek. Louis już czekał na mnie w butach i swojej kurtce, z puchowym kołnierzem.
- Lubię cię w bordowym – stwierdziłam mając na myśli jego wzorzystą koszulkę. Zaśmiał się jedynie i otworzył mi drzwi, sam wyciągając z kieszeni kluczyki do swojego samochodu. Do tej pory nie byłam pewna jak to robił, że ukrywał fakt, czym porusza się po mieście jako „cywil”, a nie gwiazda. Zabrałam klucze, ostatni raz sprawdzając czy mam wszystko łącznie z telefonem i wyszłam za nim.

- Masz chwilę? To wejdź ze mną. Poznasz go – powiedziałam. Chyba potrzebowałam mieć go koło siebie, mieć tą świadomość, że nie jestem tam sama.
- Jasne. Mam się z nią zobaczyć dopiero za godzinę, więc mogę iść z tobą jako twój skrzydłowy – wyszczerzył się, wyłączając silnik swojego samochodu. Wysiadłam z wozu, poprawiając kurtkę. Poczekałam na Louisa, po czym ruszyłam przodem w stronę hotelu.
Ashton obiecał, że będzie czekać przy recepcji. Przeszłam przez wielkie szklane drzwi, od razu rozglądając się po wielkim holu hotelu. Szukałam go wzrokiem, aż dostrzegłam jak stał oparty o kolumnę, grzebiąc w telefonie. Miał na sobie czerwony t-shirt z wywiniętymi makietami i zwykłe dżinsy. Nie wiem co mnie do tego popchnęło, ale ruszyłam niemalże biegiem w jego stronę, a on jak na wyczucie wyprostował się pozwalając mi wpaść w swoje ramiona, które zacisnął szczelnie wokół mnie. Czułam jak pieką mnie oczy, ze szczęścia, że znów tutaj jest, że ja jestem z nim. Wsunął ręce pod moją kurtką, jeszcze mocniej mnie do siebie dociskając, kiedy ja mocno go ściskałam unosząc się na palcach. Aż skręcało mnie coś przyjemnie w środku. Byłam szczęśliwa, a Louis miał rację, że nagle nasza kłótnia nie będzie się liczyć. Kiedy odsunęłam się od niego na kilka cali, by spojrzeć na jego twarz, zobaczyłam ten uroczy uśmiech, a po chwili poczułam jego usta na swoich. I nic więcej w tej chwili się nie liczyło.
Moje kolana całkowicie zmiękły. Boże, jak ja cholernie za nim tęskniłam. Zacisnęłam dłonie na jego ramionach, pozwalając na to, by gładził dłońmi moje plecy, jednocześnie mocno mnie do siebie dociskając, żebyśmy byli bliżej. Przesunęłam dłonie po jego ramionach, szyi, na jego twarz, obejmując ją, nie wierząc, że on naprawdę tu jest.
- Tęskniłem za tobą jak cholera – powiedział stykając się ze mną czołem, a ja po prostu uśmiechnęłam się do niego rozpromieniona.
- Nie musisz mi mówić, bo pewnie dokładnie to samo czułam co ty. Nie wierzę, że tu jesteś – szepnęłam zezując w jego oczy.
- A jednak. Cały twój – zaśmiał się, po raz kolejny całując moje usta. Zagryzłam wargę, kiedy się odsunął. Czułam jak palą mnie policzki z wrażenia. Przesunął dłońmi na moje boki, zaciskając palce na moim ciele.
- Chciałam ci kogoś przedstawić – powiedziałam sięgając pod swój płaszczyk, by złapać za jego dłoń i obejrzałam się za siebie, drugą ręką przywołując do siebie Louisa, który został z tyłu, dając nam chwilę dla siebie. – Tylko się nie denerwuj – poprosiłam ściskając mocniej jego dłoń i w końcu odwróciłam się przodem do Louisa, zajmując miejsce obok Ashtona.
- Cześć – powiedział Tomlinson trzymając ręce w kieszeni. Wyciągnął jedną w stronę Asha. – Jestem Louis, a ty musisz być tym, za którym Diana tak szaleje. – Uśmiech rozciągnął się na jego twarzy, a oczy, aż mu zabłyszczały z wredności. Ja poczerwieniałam, ale ostatecznie uderzyłam go w ramię.
- Zamknij się. Nie po to cię zaprosiłam – powiedziałam oburzona. Ashton spojrzał na mnie nie rozumiejąc co się do końca dzieje, ale jego mina nie była do końca zachwycona. Na szczęście nic głupiego nie zrobił i sam uścisnął rękę Louisa.
- Ashton.
- Pomyślałam, że powinieneś poznać jednego z moich przyjaciół. Louis mnie podrzucił, a sam zaraz jedzie na randkę ze swoją dziewczyną – wytłumaczyłam. Louis był nieco niższy od Ashtona i w sumie znacznie od niego szczuplejszy i drobniejszy, chociaż brzmiało to idiotycznie w związku z mężczyznami.
- Tak, miło mi w końcu cię poznać i faktycznie, muszę już lecieć, bo El napisała wiadomość, że mam ją zgarnąć jednak wcześniej, bo jest już gotowa do wyjścia. Chciałem tylko cię poznać i życzyć wam miłego wspólnego czasu. Diana, nie zapomnij o co prosiła reszta – dodał patrząc na mnie. Ashton również się na mnie spojrzał z wielkim znakiem zapytania na twarzy.
- Później ci wytłumaczę, babe – powiedziałam puszczając na moment jego dłoń, by uściskać Louisa na pożegnanie.
- Napisz jak będziesz coś potrzebować – powiedział Tomlinson, ściskając mnie krótko. Miałam wrażenie, że Ashton zaraz coś powie, co się nikomu nie spodoba.
- Jasne. Uważaj na siebie – mruknęłam odsuwając się.
- Miło było cię poznać, Ashton. Mam nadzieję, że do zobaczenia i następnym razem uda nam się pogadać – stwierdził uśmiechając się przyjaźnie.
- Jasne, czemu nie. Dobrze było w końcu poznać kogoś z jej otoczenia – powiedział farbowany blondyn uśmiechając się lekko, sztucznie. Westchnęłam cicho i spojrzałam po raz ostatni na Louisa, na którego twarzy mogłam zobaczyć lekki zawód. Wzruszyłam jedynie ramionami i przytuliłam się do boku wysokiego chłopaka, który mimo wszystko objął mnie. Poczekał chwilę aż brunet wyszedł i spojrzał na mnie. – Wziąłem pokój z podwójnym łóżkiem i wykupiłem ci też pakiet śniadaniowy – uśmiechnął się szeroko, zsuwając niżej rękę, a potem się odsunął łapiąc moją dłoń. – Chodź, idziemy na górę – dodał ciągnąc mnie w stronę windy. Nie sprzeciwiłam się, idąc tam, gdzie mnie prowadził.
- Nie jesteś zły? – spytałam, kiedy znaleźliśmy się wewnątrz blaszanego pudełka, które miało nas zawieźć na szóste piętro budynku.
- Nie mógłbym być zły na ciebie teraz. Po prostu mogłaś mi powiedzieć, że przyjedziesz z nim – mruknął obejmując mnie ponownie w pasie i odwrócił mnie przodem do siebie. – Naprawdę za tobą tęskniłem, mała. – Pochylił się nade mną, nie dając mi nawet możliwości odpowiedzenia i pocałował mnie mocno, zsuwając dłonie na moje pośladki, zaciskając na nich palce. Czułam jak motyle w dole brzucha podrywają mi się do góry. On naprawdę tu był i mogłam odetchnąć w końcu, nie musząc się martwić o nic.
Odsunęłam się od jego ust i po prostu do niego przytuliłam, stając między jego nogami.
- Nienawidzę być daleko od ciebie. Ostatnie miesiące były straszne – powiedziałam przymykając powieki.
- Nie możemy nic poradzić na to, sunshine. Musimy to jakoś przetrawić, a później będziemy kombinować – uśmiechnął się lekko, całując mój czubek głowy. – I przepraszam za to ostatnie. Nie chciałem się z tobą kłócić, ale chyba jestem zazdrosny, szczególnie, kiedy otacza cię piątka facetów, którzy mają wszystko i wyglądają zajebiście…
- Ashton, błagam cię. – Wyprostowałam się patrząc na jego twarz. – Dla mnie jesteś idealny. Taki jaki jesteś. Nie musisz spać na kasie, nosić super markowych ciuchów czy nie wiadomo co. Chcę cię takiego jakim jesteś. Zawsze chciałam, odkąd tylko mnie zaczepiłeś wtedy na tym straganie.
- Wiesz, że do tej pory nie wierzę, że się na to odważyłem? Nie wiem co mnie wtedy do tego popchnęło, ale cieszę się, że to zrobiłem, bo dzięki temu zyskałem ciebie. I chociaż to zajebiście trudne, mieszkać tak daleko od siebie, jestem cholernym szczęściarzem. I nie potrafię dopuścić do siebie myśli, że ktoś mógłby mi cię zabrać. Chodź, pokażę ci nasz pokój – wyciągnął mnie dosłownie z windy, kiedy ta się zatrzymała. Przeszliśmy korytarzem do końca, po czym przepuścił mnie pierwszą w drzwiach, gdy tylko je otworzył. Weszłam do środka od razu uśmiechając się na widok olbrzymiego łóżka i tego znajomego bałaganu. Poczułam też jego perfumy i uśmiechnęłam się do siebie ściągając z nóg botki. Rzuciłam torebkę na fotel, a zaraz po tym kurtkę.
- A ja nie wierzę w to, że dałam się namówić jakiemuś emo chłoptasiowi na poranną kawę, a później na te wszystkie spacery i dać się tak całować – zaśmiałam się odwracając w jego stronę. – Nie wierzę też w to, że nawet nie chcę być zabrana przez kogoś innego, bo moje serce należy do ciebie, czy ci się to podoba czy nie – powiedziałam wzruszając lekko ramionami, po czym podciągnęłam rękawy sweterka. W tym pokoju było zdecydowanie za ciepło.
- Czy ty właśnie próbujesz mi powiedzieć, że mnie kochasz? – spytał z głupim uśmiechem podchodząc do mnie.
- Może, a co?
- Nic, tak po prostu pytam. Czysta ciekawość, ale gdyby to była prawda, to miałbym wspaniałą odpowiedź dla ciebie – poruszył zabawnie brwiami, łapiąc mnie mocno w biodrach. Chwilę później przesunął dłonie znów na moje pośladki przez moment je gładząc, a później zsunął się niżej i złapał mnie pod udami unosząc do góry, aż automatycznie objęłam go nogami w pasie, a ręce zarzuciłam na jego szyję.
- Jaką? – spytałam śmiejąc się, kiedy mnie lekko podrzucił do góry. Cholera, Ash był silniejszy niż ostatnio gdy się widzieliśmy. Kolejna zmiana. Byłam ciekawa jak wiele jeszcze ich zaszło w nim przez ten czas, kiedy się nie widzieliśmy.
- Ja ciebie też – powiedział, a ja uśmiechnęłam się rozpromieniona.
- Kocham cię – dodałam na koniec. Nieważne, że powiedzieliśmy wszystko od tyłu. Nam to wcale nie przeszkadzało. Wyróżnialiśmy się z tłumu, bo byliśmy inni i to w sobie lubiliśmy. Teraz ja pochyliłam się nad nim całując jego usta mocno i zadziornie. I chociaż już był obok, ja wciąż czułam skutki uboczne całej tęsknoty, z którą walczyłam gdy był tak daleko ode mnie.
Byłam szczęśliwa będąc znów ze swoim chłopakiem, czując się przy nim uszczęśliwiona. Brakowało mi bycia w jego ramionach, jego pocałunków, jego głosu, śmiechu czy uśmiechu. Już jakiś czas temu zauważyłam, że życie z daleka od niego sprawia, że staję się szara i ginę w tłumie innych ludzi. To on mi dawał siłę do bycia lepszą i silniejszą. I chociaż mój tata dziwił mi się, że jestem właśnie z nim, ja go kochałam. I byłam tego pewna, nawet jeśli miałam zaledwie dziewiętnaście lat. Dzięki Ashtonowi nauczyłam się wielu rzeczy i z każdym dniem mogłam dopisywać kolejne do listy.
- Powtórz to – powiedział odsuwając się od moich ust, po czym podszedł do wielkiego łóżka, na którym usiadł.
- Kocham cię. Jak stąd do Australii, a potem na drugi koniec świata – powiedziałam uśmiechając się i wsunęłam dłonie w jego włosy. Prawdopodobnie byłam jedyną osobą na tym świecie, która mogła niszczyć jego fryzurę.
- Czyli kochamy się podobnie – uśmiechnął się, jak zawsze rozbrajająco, po czym pocałował moją szyję, wsuwając dłonie pod sweterek. A potem po prostu się do mnie przytulił, a ja go objęłam na tyle ile mogłam. Chociaż mogłoby się wydawać, że kiedy widzimy się, nie wychodzimy z łóżka, często było zupełnie inaczej. Zawsze byliśmy stęsknieni swojej obecności, więc wiele razy kończyło się na wspólnym leżeniu czy siedzeniu na kanapie. Sex, sexem, ale znaliśmy umiar. Poza tym, byliśmy jedną z tych par, która mimo młodego wieku, miała nieco inne priorytety.
- Przepraszam, że nie odebrałam jak dzwoniłeś, spałam. To było najlepsze lekarstwo po naszej kłótni, bo myślałam, że oszaleję, nie wiedząc czy przyjedziesz czy jednak nie. Nie rób tak nigdy więcej, Ash. Chyba, że ma mi serce pęknąć – powiedziałam cicho.
- Obiecuję. I przepraszam, nie chciałem, żebyś aż tak się martwiła. Nie wiem dlaczego tak zareagowałem. Louis nie wygląda jak zagrożenie i jest zajęty… Może to dlatego, że ostatecznie oni mają cię więcej niż ja? Chciałbym móc być przy tobie codziennie, sunshine.
- Uwierz mi, że ja też. Chociaż to ty musiałbyś przeprowadzić się do Londynu, bo ja wciąż nie znoszę robactwa – powiedziałam śmiejąc się cicho pod nosem.
- Pomyślę o tym, obiecuję – po raz kolejny poczułam jego usta na swojej szyi i przymknęłam rozmarzona powieki. Zrobiło mi się błogo, bo znów byłam w jego ramionach. I miałam to na kilka najbliższych dni. I już w tym momencie wiedziałam, że chociaż chłopaki nie mieli wiele czasu, tym razem będą musieli przeżyć beze mnie. Numerem jeden obecnie był Ashton. I nic nie wskazywało na to, że to mogłoby się zmienić.
- Wieczorem zabiorę cię na kolację – szepnął mi do ucha, wyrywając z zamyślenia.
- A do tego czasu co? – spytałam odwracając twarz w jego stronę.
- Zapewne to co myślisz. Brakowało mi twojego pięknego ciała. A moje hormony jak to u nastolatka strasznie buzują i obawiam się, że mam nadmiar testosteronu. Liczę na twoją pomoc w tym, mała – błysnął zębami w uśmiechu, przesuwając dłońmi po moim ciele. Zaczęłam się śmiać, czując jak moje policzki czerwienieją na nowo.
- Oczywiście. Tym bardziej, że niedługo przyjdą te dni. Trafiłeś idealnie… - zaśmiałam się, pozwalając się po raz kolejny pocałować. Coś mi podpowiadało, że jednak tym razem nie wyróżnimy się za bardzo z tłumów normalnych nastoletnich par.

5 comments:

  1. Wiesz już, jak uwielbiam scenę, w której Ashton i Diana spotykają się w hotelowym korytarzu i że przy czytaniu jej miałam motyle w brzuchu. Chyba, dotąd, to mój ulubiony wątek w tych trzech odsłonach nowej historii, ale wiem, że to się prędko pewnie zmieni z Twoim talentem i faktem, że Twoja pomysłowość i wyobraźnia lubi zaskakiwać czytelnika. Czekam więc z niecierpliwością na coś, czego jeszcze nie wiem, co mnie zwali z nóg i wciśnie w podłogę, aż zęby będę zbierać, bo opadnie mi szczęka.
    Buźka!

    ReplyDelete
  2. Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :)
    Jestem bardzo ciekawa jak potoczy się dalej ta historia. Świetna robota, a to dopiero początek :D

    ReplyDelete
  3. A nie mówiłam? Po takiej rozłące kłótnie schodzą na dalszy plan. To widać z daleka, jak ludzie są bardzo spragnieni siebie. Fantastyczne uczucie :)
    Oczywiście musiała być pokazana mała męska dominacja w hotelu - mam na myśli ich poznanie się. Ehh...faceci...
    Jakby to powiedzieć...ostatnie zdania od razu skojarzyły i sie z "Reden"...tak, tak, wiem, że przytaczam tu piosenkę zespołu, który no wiesz, ale ten tekst tak mi się wpasował, że aż zaczęłam ja nucić :D

    ReplyDelete
  4. Gott...usunął mi się komentarz pod poprzednim odcinkiem...

    ReplyDelete
  5. Wow! Wpadłam na Twojego bloga i muszę przyznać, że naprawdę bardzo mi się spodobał. Masz fantastyczny styl pisania. Cudny rozdział. Oby tak dalej i życzę potoku wenyy <333
    Ps. Kochana, jeśli zechciałabyś wpaść na mojego bloga.... Może akurat Ci się spodoba i zostaniesz ze mną <33
    http://newcompany-zaynmalik-ff.blogspot.com/

    ReplyDelete