.

.

Friday, 15 March 2013

Page 2.


Witam, zapraszam na kolejny rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba, bo ja jestem z niego zadowolona.
I bardzo proszę, jeśli czytasz - skomentuj. 
Smacznego.

~*~*~*~



   Po kilku dłuższych minutach ruszyłam się w końcu z miejsca. Postanowiłam nie wracać jeszcze do domu. Ogarnęłam się w szybie jakiegoś sklepu i poszłam przed siebie, nie patrząc na to, dokąd idę.
W momencie, kiedy pierwszy raz zadzwonił mi telefon, a na wyświetlaczu zaczął widnieć napis „Harry”, od razu odrzuciłam jego połączenie i wyłączyłam telefon dla pewności, że nikt więcej do mnie nie zadzwoni. Nie chciałam z nimi rozmawiać. Czułam się źle z myślą, że nawrzeszczałam na nich, chociaż z drugiej strony miałam cichą nadzieję, że to poskutkuje i zobaczą, że ja nie tylko jestem po to, żeby im pomagać, kiedy mają problemy. W końcu w przyjaźni powinno to działać w dwie strony, prawda? No chyba, że się mylę.
Kręciłam się tak bez celu po mieście dość długo, bo zaczęło powoli zmierzchać. Wtedy też postanowiłam wrócić do domu. Nie chciałam korzystać z komunikacji miejskiej, więc poszłam na piechotę, dzięki czemu w domu byłam około dwudziestej, jak się okazało. Moja matka nic się nie odezwała, bo myślała, że cały czas byłam z Harrym. Uwielbia go.  Zresztą ona uwielbiała każdego kto nie był mną. Idiotyzm.
      - Mamy gości? – Spytałam, widząc nie naszą parę butów. I znowu czekała mnie niespodzianka. Nie żeby mi to pasowało. Westchnęłam ciężko i nawet nie poczekałam na jej odpowiedź. Poszłam do swojego pokoju i wykrzywiłam usta w grymasie, widząc Harry’ego siedzącego na moim łóżku i grzebiącego mi w laptopie.
      - Co ty tu, do cholery, robisz? – Zapytałam, zamykając z trzaskiem drzwi. – Mało wyraźnie powiedziałam, że na razie nie chce mieć z wami kontaktu? – Czułam, jak coś wewnątrz mnie zaczyna się coraz bardziej bulwersować. Po cholerę on tu znowu przychodził? Dlaczego nie mogli mi dać świętego spokoju?
      - Uspokój się i nie podnoś głosu, bo to bez sensu. Przyszedłem przeprosić za to, że cię okłamałem. Nie o to chodziło. – Zauważyłam, jak zamyka laptopa i odkłada go na bok. - Wszyscy się o ciebie martwimy. Nie powinnaś siedzieć w domu. Uwierz mi, że to nie jest wyjście.
      - Może ja zdecyduję, co jest dla mnie dobre, a co nie. Mam dość pomagania wam, kiedy wy macie głęboko w dupie to, czy ja może nie potrzebuję pomocy. Dorośnijcie. A ta propozycja to chyba jeden wielki żart. Naprawdę macie taki problem z używaniem waszych mózgów? – Rzuciłam torbę na fotel stojący w rogu pokoju i oparłam się o komodę, patrząc uważnie na Harry’ego.
      - Diana, póki co, to unikasz wszystkiego. Co się stało między wami, jak wyszedł za tobą? Bo wrócił mało zadowolony. – Uniosłam brew do góry, zastanawiając się, o czym mówi do mnie chłopak, po czym mnie olśniło. Miał na myśli sytuację sprzed knajpy. Sytuację, w  której po raz kolejny powiedziałam brunetowi, co do niego czuję.
      - Nic takiego. Po raz kolejny się tylko zbłaźniłam. To nie jest ważne. W ogóle moment. Po jasna cholerę ci to wiedzieć? Zajmij się swoim życiem. – Wykrzywiłam usta w mocny grymas. Chciałam, żeby sobie poszedł, żebym mogła zostać sama. Nie chciałam jego towarzystwa. Nie chciałam towarzystwa nikogo. No może oprócz Alexis, co na chwilę obecną nie było możliwe, bo ona mieszkała w Oxford. I tak na okrągło do siebie jeździłyśmy, ale to jednak nie było to samo, co mogłoby być, gdyby ona mieszkała tu, w Londynie. Westchnęłam ciężko i opuściłam głowę w dół. – Możesz już iść? Jestem zmęczona i chcę zostać sama. – Powiedziałam w końcu, odpuszczając sobie niesmaczny ton.
      - Nie bardzo. Zapomniałem kluczy od domu. A nikogo jeszcze nie ma. – Westchnęłam zrezygnowana i wyprostowałam się podchodząc do łóżka i uwaliłam się na nim tuż obok chłopaka, z którego kolan po chwili zrobiłam sobie poduszkę.
      - Czyli zostaniesz na noc? – Spytałam wiedząc, że moja matka nie będzie miała nic przeciwko. Harry zawsze mógł u nas nocować, kiedy mu się tylko podobało. I jeszcze nigdy nie zwróciła uwagi na to, że śpimy w jednym łóżku.
      - Czyli, że wolisz jednak z kimś siedzieć? – Uśmiechnął się pod nosem. Nie widziałam tego, ale wiedziałam. Wyczułam to w jego głosie. Chwilę później poczułam jego rękę na swoim ramieniu. Westchnęłam ciężko i jeszcze bardziej się w niego wkleiłam.
      - Jak już tu siedzisz, to możesz zostać, bo i tak się ciebie nie pozbędę. – Powiedziałam niby od niechcenia. I jeśli miałam być szczera, sama nie wiem czego ja właściwie chciałam. W tym momencie ot tak nagle mi się zmieniło. Przed momentem chciałam go wyrzucić z tego pokoju, z mieszkania, a teraz chciałam, żeby został.
      - W końcu byś się pozbyła, no ale… Skoro wolisz żebym został, to zostanę. Spędzę przynajmniej z tobą trochę czasu, bo za parę dni jedziemy.
      - Już? Myślałam, że to będzie trochę później… - Westchnęłam i przymknęłam oczy.
      - Nie. To dokładnie za cztery dni. – Usłyszałam, jak cicho wzdycha i otworzyłam oczy, przekręcając się na plecy i patrząc na niego. Wyciągnęłam rękę do góry i dźgnęłam go lekko w policzek.
      - Kiedy chciałeś mi powiedzieć? Hej nie. Nie chcę, żebyś sobie jechał, bo inaczej tu zdechnę. I tak, wiem, że się nie odzywałam i w ogóle. No, ale mimo wszystko. – To chyba oznacza, że się zbiorę w sobie i pojadę do Oxfordu, odwiedzić Alexis. Przynajmniej odreaguję. Jestem tego pewna.
      - Dzisiaj. Bo ogólnie myślałem, że jednak się zgodzisz i pojedziesz z nami. Ale skoro nie chcesz, to nikt nie będzie  cię naciskać. – Powiedział całkowicie poważnie, a ja tylko odetchnęłam jakby z ulgą.
      - Cieszę się, że w końcu zrozumiałeś… Tak będzie lepiej. I dla mnie i dla niego i dla was. Jeszcze powiedział, że chce mieć dalej we mnie przyjaciółkę. Jakby myślał, że pstryknę sobie palcami i przestanę nagle to wszystko czuć… On jest głupi. – Westchnęłam ciężko. – Przecież to jest jakieś nieporozumienie. Stał przede mną, a ja wypaliłam ni z gruchy ni z pietruchy, że mam ochotę go pocałować. A on dalej, że chce mieć we mnie przyjaciółkę. Prawdopodobnie ja bym się wtedy wykończyła, jakbym miała z nim spędzić chociaż jeden cały dzień, a on by się w końcu porządnie zirytował…
      - Może i jest głupi i w ogóle, ale na pewno by się nie zirytował. Uwierz mi, znam go. – Wtrącił mi się Harry w zdanie. – Raczej martwiłby się, że przez niego znowu jest niefajnie. Zresztą, jak wrócił do knajpy i rozmawialiśmy, sam doszedł do wniosku, że jest debilem, że przez niego masz taki, a nie inny humor. Wiesz, według mnie nie wszystko jest jeszcze stracone.  – Jak ja bym chciała wierzyć Harry’emu. Ale niestety nie do końca potrafię, bo oni zawsze robią coś po to, żeby pocieszyć, ni koniecznie jest wtedy to zgodne z prawdą.
      - Może wpadnę na wasz koncert. – Powiedziałam, zmieniając temat. – Jak będziecie w Londynie. – Dodałam podnosząc się. – Chcesz herbaty? – Zeszłam z łóżka, zakładając na nogi ulubione puchowe bambosze.
      - Chcę. Pomogę ci. – I już chwilę później staliśmy w kuchni, robiąc kanapki do herbaty. Akurat mama weszła i się tylko dziwnie spojrzała.
      - Harry zostaje na noc. – Oznajmiłam jej tylko, nawet nie zerkając w jej stronę. Prawda jest taka, że nie miałam dobrego kontaktu z matką. Ciągle coś było nie tak. A od dłuższego czasu traktowałyśmy się prawie jak powietrze. Chyba, że coś sprawiało, że trzeba było poudawać. Wtedy ona była w tym mistrzem. Nawet mi nie odpowiedziała, tylko odstawiła swój kubek na blat i wyszła z kuchni. Westchnęłam ciężko i sięgnęłam po ser do lodówki, zaczynając go kroić i po kolei układałam na kromkach chleba. – Chcesz też z szynką? – Spytałam chłopaka, który był odpowiedzialny za krojenie warzyw i pilnowanie wody.
      - Możesz dać. Będę tęsknić za naszym wspólnym gotowaniem. – Powiedział, zerkając w moją stronę. Uśmiechnęłam się pod nosem i dołożyłam szynki, którą sięgnęłam już na samym początku.
      - Ale będziesz w swoim żywiole. Spotkasz się z fanami i będziecie się dobrze bawić.
      - Owszem, ale jak będziemy mieli się cieszyć z tego wszystkiego, kiedy ciebie nie będzie z nami? – Położył warzywa na kanapkach i podszedł do zlewu by umyć nóż i deskę. Ja sama również skończyłam robić swoje i wcisnęłam mu drugą deskę wraz z nożem do umycia.
      - Zadzwonisz do mnie na skypie czy coś. Zaleję herbaty. – Powiedziałam, wyłączając gaz, kiedy zauważyłam, jak woda się mocno gotuje i zalałam wcześniej włożone do kubków herbaty.
      - Gdzie to? – Spytał, trzymając mokre deski w ręce i odwracając się w moją stronę. Odstawiłam czajnik na kuchenkę i podeszłam do niego, zabierając mu to z rąk i odstawiłam na suszarkę sprytnie ukrytą w jednej z szafek.
      - Na przyszłość – tutaj. – Uśmiechnęłam się lekko i ponownie wróciłam do blatu, by przygotować do końca herbaty. – Weź już talerze i idź do pokoju. Za moment przyjdę. – Wytarł ręce i bez słowa zabierając talerze, poszedł do mnie. Ja dołączyłam do niego po dłuższej chwili, kiedy on już siedział i zajadał się naszą kolacją.
      - Pyszne. – Mruknął z pełną buzią. Ale faktycznie musiało mu smakować, bo aż oczy mu się zaczęły świecić.
      - Wiem. Cieszę się, że ci smakują, ale mogłeś już na mnie poczekać tę chwilę. – Zaśmiałam się i odstawiłam na mały stolik kubki, a sama podeszłam do fotela, gdzie leżała moja koszulka i spodenki. – Odwróć się. – Poprosiłam, chcąc się przebrać. Harry jak posłuszne dziecko odwrócił się, a ja się szybko przebrałam na domowy strój, w którym było mi o wiele wygodniej. – Możesz patrzeć. – Mruknęłam, podchodząc do łóżka. Zabrałam ze stolika swój talerz i usiadłam obok niego w końcu w czymś wygodniejszym.
      - Muszę ci powiedzieć, że ta koszulka o wiele lepiej wygląda na tobie, niż na nim. – Zaśmiał się Harry, na co ja również parsknęłam śmiechem.
      - Dziękuję, traktuję to za komplement. Zresztą moment… To jest komplement. Tylko nie mów mu, bo jeszcze się obrazi i będzie klapa. – Zaczęłam się śmiać, stąd też kanapka, którą przed momentem wzięłam do ręki, wylądowała na mojej nodze, gubiąc wszystko po drodze. – Cudownie.
      - Hahaha – usłyszałam Harry’ego parskającego głośno śmiechem.
      - Milcz. – Powiedziałam, krzywiąc się i zbierając wszystko z siebie. Chwilę później sama ryknęłam śmiechem.

    Ten wieczór spędziliśmy dobrze się bawiąc. Zjedliśmy, każde z nas wzięło prysznic. Ciągle rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się. Chwała za to, że moja matka ma pokój w innej części mieszkania. Prawdopodobnie wściekłaby się, gdyby słyszała, jak głośno się zachowujemy. Ale jak mieliśmy siedzieć cicho, kiedy to oglądaliśmy zdjęcia sprzed jakiegoś czasu i po prostu pękaliśmy ze śmiechu? W międzyczasie jeszcze gdzieś pomiędzy znalazły się moje zdjęcia z Alexis i to sprawiło, że jeszcze głośniej zaczęliśmy się śmiać.
To, kiedy znajdowaliśmy się w siódemkę w jednym pomieszczeniu, sprawiało, że jeśli ktoś był smutny w naszym otoczeniu, po trzydziestu sekundach płakał ze śmiechu. Wszyscy byliśmy siebie warci. Już nie wspomnę nawet o tym, że każde z nas potrafiło się naćpać colą. To było… dziwne, ale przynajmniej smaczne i nikt po tym nie wymiotował. A to przecież było najlepsze. No i nikomu się jeszcze film nie urwał.
      - Dobrze, że nie mamy coli. – Powiedziałam, kiedy w końcu się uspokoiłam i wytarłam łzy, które pociekły mi po policzkach przez śmiech.
      - Jak dla mnie możemy iść do sklepu. – Skwitował Harry. – Nawet w tym w czym siedzimy. – W mojej odpowiedzi można było usłyszeć tylko głośne plask, które wywołał słynny na całym świecie facepalm.
      - Już to widzę. Czekaj… Czekaj. Mam wizję. Wychodzisz do sklepu w bokserkach i tych swoich eleganckich bucikach, ja za tobą w piżamie, różowych bamboszach i robią nam zdjęcie. Następnego dnia w całej Wielkiej Brytanii można nas znaleźć z podpisem „pijani czy naćpani? Harry Styles z One Direction wyszedł do sklepu wraz ze swoją przyjaciółką (a może dziewczyną?!) w samych bokserkach po colę. Ciekawe czym nas jeszcze zaskoczy!” – I ryknęłam śmiechem, przez co ponownie wylądowałam w pozycji leżącej na łóżku.
      - Ja pierdolę. – Wyrwało mu się gdzieś pomiędzy wybuchem śmiechu, a zalaniem się łzami, a uderzeniem się otwartą ręką w czoło. I niech mi ktoś powie, że nie pasujemy do siebie z naszym poziomem inteligencji, który nie wychodził gdzieś ponad normę. Byliśmy idiotami i było nam z tym wspaniale.
Po jakimś czasie uspokoiłam się w końcu i odetchnęłam, nie przestając się uśmiechać. Poczułam się nagle o wiele lepiej. I zawdzięczałam to Harry’emu. I w tym momencie przez głowę przeszła mi myśl, że może jednak się z nimi zabiorę na tę trasę. W końcu mając Stylesa pod ręką nie może być tak źle, prawda?
      - Chcesz marchewkę? – Spytałam, złażąc z łóżka. Zachciało mi się jeść marchewkę. Kochałam to warzywo i byłam w pewnym sensie uzależniona od niego.
      - Czy ja wyglądam jak Louis? – Harry uniósł brew do góry, a ja parsknęłam śmiechem pod nosem. Oczywiście, że nie wyglądał, ale oni wszyscy mają często jakieś dziwne zajawki, więc kto wie? Może i by się skusił na marchewkę?
      - Nie, ale wyżeracie je Lou, więc pomyślałam, że możesz mieć ochotę. – Wzruszyłam ramionami i poszłam do kuchni, po czym wróciłam z warzywem, chrupiąc je zadowolona.
      - Nadajecie się dla siebie. Można byłoby was zasypać marchewkami i byście koczowali w jakiejś dziupli jak króliki. – Jego słowa były dosłownie tak pocieszające, że moja ręka znowu wylądowała na moim czole. To było takie… Nawet nie potrafiłam tego do końca określić. To jest jakaś jedna wielka masakra. Zastanawiam się, co ja właściwie z nim robię teraz. W teorii powinnam go wyrzucić parę godzin temu i zgonować, pokazywać, jaki to świat jest zły i beznadziejny, a tymczasem siedzę sobie i jem marchewkę, słuchając tych pierdół, o których mówi brunet. Prawdopodobnie skończy się to tym, że rano obudzę się z jeszcze większym kuku w mózgu, niż mam do tej pory.
To jakieś nieporozumienie. Potrzebuję Alexis. Teraz, już, natychmiast. Ale wyjadę dopiero, jak oni wyruszą w trasę. Tak, spokojnie. Wróciły mi moje pierwotne myśli, że wyjazd z nimi mógłby okazać się katastrofą. Ja naprawdę bym tam umarła. Szczególnie, że miałabym się kręcić gdzieś w jego okolicy. A to mogłoby. Nie, nie potrzebuję trwałego uszkodzenia mózgu. Wystarczy, że to co mi się teraz zrobiło, już wystarczająco mocno boli. Bardziej nie chcę.
Westchnęłam ciężko i spojrzałam na Harry’ego.
      - Zjem i idziemy spać. Nie będziemy spać do południa, bo jeszcze oni mi zrobią nalot, jak nie znajdą cię w domu, a ja chyba nie bardzo tego chcę. – Skwitowałam ziewając i odgryzłam kolejny kawałek marchewki. Styles wzruszył jedynie ramionami i zaległ na łóżku.
      - Spoko. Ugrzeję ci miejsce.  – Wyszczerzył się, na co ja tylko odpowiedziałam uśmiechem.
      - Cieszę się, ze się rozumiemy. – Zaśmiałam się i skończyłam jeść marchewkę. Chwilę później zgasiłam światło i zaległam obok bruneta, wklejając się w niego. Objął mnie, a ja się tylko uśmiechnęłam. Wiem, że w tym momencie wyglądamy jak para, ale cóż. Nie jesteśmy i nie będziemy nią. A poza tym on jest wygodny. No i tyle w temacie.
Przez dłuższą chwilę jeszcze rozmawialiśmy, aż w końcu obydwoje zgodnie uznaliśmy, że czas oddać się w objęcia Morfeusza, zanim zastanie nas ranek i spędzimy cały dzień w łóżku odsypiając zarwaną noc. I to było najrozsądniejsza rzecz do jakiej doszliśmy tego wieczoru. I jedna z tych niewielu, którą uznaliśmy za coś mądrego w naszym wydaniu.
Usnęłam nawet nie wiem kiedy, bo kiedy w końcu przestaliśmy rozmawiać, poczułam takie zmęczenie, że uśnięcie zajęło mi dosłownie chwilę. I kolejne minuty później śniłam o tym, co najbardziej kocham…


   Poranek nie był już jednak tak kolorowy, jakbym chciała, żeby był. Obudziłam się na brzegu łóżka w dość niewygodnej pozycji. Ale nie o to mi chodzi. Harry jak to Harry spał nieco bardziej rozwalony (dzięki czemu byłam w takim, a nie innym miejscu), ale byłam do tego już przyzwyczajona.
Mama była w pracy, więc to nie mogła być ona, a po moim domu zdecydowanie się ktoś szwendał. Nie ukrywam, że to napędziło mi porządnego stracha. I nie bardzo wiedziałam co mam zrobić. Już miałam się odwrócić i zacząć budzić Harry’ego, kiedy usłyszałam, jak ktoś podchodzi do drzwi, a następnie zobaczyłam, jak klamka powoli opada w dół, a drzwi się uchylają. To był moment, kiedy poczułam jak serce, które podskoczyło mi do gardła, nagle się zatrzymuje.
Chciałam zacząć krzyczeć, a z drugiej strony udawać, że śpię, kiedy zobaczyłam blond czuprynę, a później tą wyjątkowo przesłodzoną twarz – Niall.
      - Ty cholerny debilu. Chcesz mnie zabić?! – Warknęłam w jego stronę, a on tylko uśmiechnął się szeroko, jakby zadowolony z tego, że napędził mi stracha.
      - Diana nie śpi. – Powiedział Niall, a ja uniosłam się na jednej ręce w gore, zastanawiając się do kogo on to mówi. – Przepraszam, nie chcieliśmy cię przestraszyć…
      - Jak ty…wy się tu w ogóle znaleźliście? Kto was wpuścił?! – Powoli wstałam z łóżka, sprawdzając, czy Harry dalej śpi – spał. Chwilę później wkładałam na nogi ulubione bambosze i powoli zmierzałam ku Horanowi.
      - Mieliśmy szczęście, bo klatka była otwarta, a Zayn dalej potrafi obsługiwać wsuwki. Wybacz. – Wzruszył ramionami blondyn. Na mojej twarzy pojawił się już niemy mord. Cudownie, po prostu cudownie. – Naprawdę nie chcieliśmy cię przestraszyć. To taka mała niespodzianka, jako że nie chcesz do nas przyjść. A skoro wyjeżdżamy za parę dni... – Jednak nie do końca go słuchałam, tylko wyszłam z pokoju i centralnie wpadłam na tego, którego niekoniecznie teraz chciałam widzieć, odbijając się od niego jak piłeczka. Automatycznie straciłam równowagę i wylądowałam na podłodze.
      - Ja pierdole. – Jęknęłam łamiącym się głosem. Moja kość ogonowa prawdopodobnie została właśnie uszkodzona. Mało przyjemna wizja. Mało przyjemne nawet było to, że byli tu wszyscy.
      - Uważaj, bo zrobisz sobie krzywdę. – Usłyszałam, a chwilę później stałam na własnych nogach podtrzymywana przez bruneta. Zrobiło mi się gorąco i po krótkiej chwili próbowania powiązania faktów, odskoczyłam od niego jak oparzona.
      - Jeśli jeszcze raz włamiesz się do tego domu, zadzwonię na policję. – Warknęłam w stronę Zayna, który siedział na kanapie jedząc chipsy. Zdawałam sobie sprawę z tego, że kompletnie zignorowałam właśnie bruneta, ale nie mogłam sobie pozwolić na jakieś dziwne zachwiania emocjonalne.
Póki co, powinnam się bardziej zastanowić, jakim cudem myślę o takiej godzinie.
      - Ja chciałem użyć dzwonka. Oni mnie do tego zmusili. – Powiedział Zayn, starając się jakoś wybronić, chociaż jego ton głosu świadczył o tym, że jest mu wszystko jedno, co zrobię.
      - Czyj to był pomysł? – Spytałam, patrząc na każdego z nich po kolei. I nagle wszyscy wskazali na Niallera. A ten schował się za Louisem i wymruczał coś na zasadzie „chciałem dobrze”.
Westchnęłam ciężko, nie potrafiąc się gniewać na blondyna.
      - Czy to znaczy, że nie jesteś zła? – Zapytał, wychylając się zza bruneta.
      - Nie. Ale to ostatni raz. Czy ja nie mogę mieć prywatności nawet we własnym domu? – Wsunęłam dłoń we włosy i odgarnęłam je do tyłu. – W zamian wisisz mi śniadanie.
      - Już jest zrobione. – Powiedział Liam. – Czeka w kuchni na stole. – Uniosłam brew do góry. Przez moment wydawało mi się, że to wszystko to jedno wielkie nieporozumienie i żart. I byłam prawie pewna, że ich obecność tutaj jest z winy Harry’ego, który musiał im coś napisać, że tutaj będzie. Odwróciłam się do nich tyłem i poszłam do pokoju. Dzieciak dalej spał, więc sięgnęłam po jego telefon leżący na szafce nocnej. Od razu weszłam w połączenia – nic. W wiadomościach – nic. O dziwo był czysty, czyli to był pomysł Nialla. Odłożyłam telefon i wzięłam bluzę, zakładając ją na siebie.
      - Bądźcie tylko cicho, bo Harry jeszcze śpi. – Mruknęłam, wychodząc z pokoju i zamykając drzwi za sobą. – I zajmijcie się sobą. Muszę się ogarnąć. – Zagryzłam wargę i ruszyłam w stronę łazienki.
      - Tylko nie ściągaj tej koszulki. I chociaż zastanawiałem się, gdzie ona jest, muszę przyznać, że na tobie leży o wiele lepiej. – Aż poczułam, jak rumieńce powoli wsuwają mi się na policzki, dlatego też przyspieszyłam i już po chwili zamknęłam się w łazience. Tam jęknęłam zrezygnowana. Nie miałam siły. Czy to miało znaczyć, że nigdy się nie uwolnię i cały czas będzie mnie to prześladować? Nie chciałam, żeby to wszystko teraz tak wyglądało. Usłyszałam dźwięk wydobywający się z telewizora i doszłam do wniosku, że mają zajęcie, więc ja mam dłuższą chwilę dla siebie.
Ogarnęłam się jak należy i dopiero po kilku minutach wyszłam z łazienki. I wszyscy nagle spojrzeli na mnie.
      - A wam co? – Spytałam, nie rozumiejąc zupełnie o co im chodzi.
      - Nic. Po prostu zgodnie doszliśmy do wniosku, że kiedy wściekasz się z samego rana wyglądasz tak uroczo, że przebijasz nawet Nialla. – Zaśmiał się Zayn, a ja tylko zrobiłam wielkie oczy.
      - Nie wiem co wam się stało, ale to jest najwyraźniej jakaś bzdura. Nie ogarniam waszego…
      - Nie musisz. Wystarczy, że my ogarniamy. – Przerwał mi Liam, a ja już bez słowa ruszyłam w stronę kuchni, by tam usiąść i zjeść ponoć przygotowane dla mnie śniadanie. Kiedy tylko wyciągnęłam talerz spod plastikowego klosza, na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zdawałam sobie sprawę, że wszyscy się wychylają, by spojrzeć na moją reakcję.
Musiałam przyznać, że to, co zrobili, było miłe. Były cztery kanapki i na każdej z nich widniał wizerunek któregoś z owej czwórki, ułożony z sera, szynki i innych produktów spożywczych. To było naprawdę miłe, a jednocześnie urocze.
      - Chodź do nas. – Powiedział Niall, a ja nie myśląc zbyt długo wzięłam do ręki talerz i wróciłam do salonu, gdzie usiadłam na kanapie, gdzie było dla mnie naszykowane miejsce.
      - Niall, zrób mi herbaty, proszę. – Skwitowałam uśmiechając się do niego ciepło. – Dziękuję, to urocze, co zrobiliście. – Dodałam po chwili, patrząc na każdego z nich przez chwilę. No może prócz niego. Ale to już inna para kaloszy.
      - Się robi maleńka. – Powiedział, zabawnie ruszając brwiami, przez co ja parsknęłam śmiechem. Oparłam się o Zayna, który automatycznie mnie objął, za co posłałam mu uroczy uśmiech i zajęłam się jedzeniem kanapki. Nie wiedziałam, że z taką łatwością może mi przyjść ignorowaniu faktu, że znajduję się w jednym pomieszczeniu z tym idiotą. I nie przeszkadzało mi to prawdopodobnie dlatego, że reszta też tutaj była. Postanowiłam sobie właśnie w tym momencie udawać obojętność wobec jego osoby. Nie pokażę przecież przy wszystkich, ze to co bredziłam jest prawdą. Niech zostanie tak jak było.
      - Właściwie to się cieszę, że „wpadliście”. – Powiedziałam, przełykając kawałek kanapki z wizerunkiem Liama. Prawda jest taka, że sama do nich bym nie poszła, więc może to i dobrze, że przyczłapali się tutaj sami.
      - Nie ma sprawy. I dlaczego to mnie zjadasz pierwszego? – Spytał lekko zasmucony Payne. Ja jedynie wzruszyłam ramionami.
      - Wzięłam pierwszą kanapkę z brzegu, ale jeśli chcesz, zjem najpierw kogoś innego – Spojrzałam na swój talerzyk i bez zastanowienia wzięłam kanapkę z Louisa. – Ta też jest dobra. – Skwitowałam, wiedząc, że brunet był bardziej zainteresowany bajką w telewizorze, niż moim śniadaniem.
      - Louisa możesz zjeść. – Odpowiedział ciemnooki z zadowoleniem.
      - Co?! – Tomlinson się właśnie ocknął. – Jak to mnie zjeść?! – Spojrzał na mnie z uwagą. – Nie zgadzam się!
      - Za późno. Zjadłam cię do połowy. – Skwitowałam i skończyłam konsumować kanapkę. Poczułam, jak jego ręka wbija mi się w żebra. – Ej. – Mruknęłam niezadowolona. – Tak się nie robi.
      - Trzeba było mnie najpierw nie jeść. Nie mogłaś wziąć Nialla? – Uniósł brew do góry obrażony. – I tak nie widzi tego, bo jest w kuchni.
      - Ale słyszę! – Blondyn krzyknął, a ja wydałam z siebie coś na zasadzie zrezygnowania pomieszanego z jękiem.
      - Weźcie się ogarnijcie. Bo inaczej was wyproszę. – Sięgnęłam po kolejną kanapkę, nie interesując się już niczyim zdaniem w tym temacie. Następnie wzięłam kolejną, nie zwracając uwagi na chłopców. Ignorowałam ich, aż skończyłam jeść, a Niall wrócił z kubkiem gorącej herbaty. – Jesteś niezastąpiony. – Uśmiechnęłam się do niego, a on uwalił się obok mnie i mocno mnie przytulił. – Lubię to. – Powiedziałam ze śmiechem i podałam talerz Liamowi, żeby odstawił go na stolik, a sama pozwoliłam sobie na wklejenie się w blondyna. On był taki pocieszny. Jego zwyczajnie nie dało się nie kochać.
      - Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Lepiej kiedy jest tak, niż inaczej. – Poczułam, jak pocałował mnie w czubek głowy, na co po raz kolejny pojaśniałam uśmiechem.
Co ciekawsze, odczuwałam na sobie spojrzenie tylko jednej osoby. Reszta była wpatrzona w telewizor w kolejny odcinek Pingwinów z Madagaskaru. Postanowiłam się tym nie przejmować i sama skupić swoją uwagę na animacji, chociaż jego spojrzenie stawało się naprawdę natrętne. Harry mógłby już wstać. Przynajmniej jego uwaga zostałaby odwrócona, a ja przestałabym się czuć tak… obserwowana. Nabrałam dość dużo powietrza w płuca, po czym odważyłam się na niego spojrzeć. Nasze spojrzenia się skrzyżowały i nie ukrywam, że poczułam przez to dziwne dreszcze, które przeszły mi po całym ciele. Aż się wzdrygnęłam. Zagryzłam wargę i ponownie odwróciłam wzrok w stronę telewizora. Nie mogłam utrzymywać z nim dłuższego kontaktu wzrokowego, bo mogłoby się skończyć tym, iż rzuciłabym się na niego bez względu na obecność reszty chłopaków. Odsunęłam się w końcu od Nialla, który w ciągu dalszym mnie ściskał i sięgnęłam po kubek, który opróżniłam do połowy dość szybko. Wstałam w końcu z kanapy i zabrałam i talerzyk i kubek z resztą herbaty, by dopić do końca w kuchni i przy okazji pozmywać. Musiałam przyznać, że byłam pełna podziwu dla nich, bo nawet posprzątali po sobie, co nie zdarzało im się zbyt często. A przynajmniej nie w ich domu.
Dopiłam herbatę i wstawiłam naczynia do zlewu, odkręcając wodę.
      - Diana… Możemy porozmawiać? – Aż podskoczyłam, słysząc tak dobitnie jego głos. Moje serce ponownie mocno przyspieszyło. Odwróciłam się w jego stronę, widząc, jak akurat zamyka drzwi do kuchni. Nie podobało mi się to…

8 comments:

  1. "bylismy idiotami i bylo nam z tym wspaniale" super tekst :) ahah fajny rozdzial, maaargo :D tylko mala uwaga, bo po myslnikach (chodzi mi o to po tym, co ktos juz powie) pisze sie z malej litery.

    ReplyDelete
  2. Diana ma wyraźne problemy i cierpi przez serce bijące szybciej na widok nieodpowiedniego chłopaka, a ja mimo wszystko cieszyłam się, gdy czytałam ten rozdział. Zamiast widzieć rozdartą Dianę, widziałam szczęśliwą grupę przyjaciół spędzającą beztrosko czas na siedzeniu na kanapie przed telewizorem. Myślę, że te wszystkie słowa wypowiedziane przez Morris o tym, że chłopacy są egoistyczni i nie oferują jej pomocy, gdy jest w potrzebie, padły pod wpływem chwili i nerwów. Przecież oni są tacy kochani wobec niej. Całe ich najście z rana wydaje mi się być dużym poświęceniem dla śpiochów, a te słodkie kanapki i Niall tulący do siebie dziewczynę. Gdy tylko zostałam directioner, stwierdziłam bez grama wahania w głowie "You're my definition of friendship guys!" i tak już pozostanie. Nieważne, jakby nabroili, nieważne jak bardzo czarny charakter mogliby grać w fan fiction, nie potrafiłabym żadnego z nich nie polubić. A "swoich" chłopaków pokazujesz w tak czystym i pozytywnym świetle, że nie mogę powiedzieć na nich złego słowa. I teraz już wiem, że to nie Nialler, a Liam. Włączył się mój instynkt detektywa, czytałam skupiona i nabrałam podejrzeń, które musisz tylko potwierdzić.

    Właśnie, Viv ma rację. Wkradły Ci się błędy w dialogach, ponieważ po wypowiedziach nie używamy wielkiej litery. Nie wydaje mi się, żeby tak samo było w pierwszym rozdziale, a jeżeli przeoczyłam ten błąd, to musiałam być nieźle pochłonięta czytaniem.


    Na koniec mogę nam tylko życzyć, żeby po dzisiejszej pogadance na tt z Niallerem, zauważył nas i poprosił mnie o te żelki. Uściski!

    ReplyDelete
  3. Podoba mi się to. Wciąga. Myślę, że z główną bohaterką mogłabym się zakumplować.
    Ciekawe, wciągające i dobre. Ciekawa jestem jej dalszych przygód.

    ReplyDelete
  4. Ilu tu utalentowanych ludzi na tym Blogspocie! Gratulacje, oby tak dalej, no i dodaję do polecanych :) Jeśli masz chwilkę to zapraszam do mnie: Whisper-of-destiny Dopiero zaczęłam tego bloga :) Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  5. Zostawilas komentarz na naszym blogu. Dziekuje Ci za niego :)
    Tak troche mi sie nudzilo przed chwila i postanowilam odwiedzic Twoj blog :) Przeczytalam oba posty :) Niesamowicie piszesz. Bardzo dobrze oddajesz uczucia postaci itp...
    Mysle, ze tym chlopakiem jest Louis lub Liam. Hmmm, w sumie bardziej obstawiam Louisa.
    Jeszcze raz chce Ci tu napisac: CUDOWNY POST!
    Tak bardzo mi sie podoba, ze ah, brak mi slow.
    Czekam na kolejne notki! Dodawaj szybko, baardzo prosze ;)
    -@andzelikaab

    ReplyDelete
  6. No to ja nie będę mówić, na kogo obstawiam :X sesese
    Powtarzam kolejny raz - ja tu czekam na Alexis i musisz mi to wybaczyć, bo mój mózg jest złośliwie (nawet dla mnie) egoistyczny i chce czytać tylko takie rzeczy. Znaczy nie mówię, że mi się nie podoba, bo dobrze wiesz, jaka jest prawda. Nie wierzę, że to mówię, ale w obecnym momencie masz więcej zapału do pisania, co wydaje mi się w pewien sposób niedorzeczne. W ogóle to nie wiem, czy rozumiesz, co mam na myśli, bo wydaje mi się, że mogę zabrzmieć jakoś negatywnie, a ja wcale nie o tym. W głowie mi pustką zionie. W związku z tym nie jestem w stanie poprawnie tego wszystkiego skomentować, więc przepraszam. Ale tak czy siak... Wiesz o tym, że ten fluff mnie przeraża, prawda? Próbuję sobie wyobrazić takie kreacje w moich opowiadaniach i... nie. Nie xD Mam taką se cichą nadzieję, że chociaż Alexis nie będzie fluffem, ale no. Według logiki to nie będzie ale ja tam nie wiem, co ty wymyślisz. W ogóle to miłe. Mam na myśli, że już naprawdę długo nie czytałam czyichś opowiadań i to w jakiś sposób mnie irytuje, że nie mam wpływu na akcję i nie dzieje się dokładnie tak, jak ja bym chciała, ale to jest okej. Coś nowego.
    Love ya! ;*
    Czekam oczywiście na nowy dopływ nowych nowości xD

    ReplyDelete
  7. Czyli to jednak nie Horan! To dobrze. Wracam do Lou. To mój typ. Myślę, że to on jest 'nim' i mam nadzieję, że się nie mylę.

    Przepraszam, że komentarz jest taki krótki, ale chcę czytać dalej, a jeszcze przydałoby się z historii poduczyć. Ubóstwiam Twoje dialogi i cieszę się, że wplatasz ich tak wiele.

    ReplyDelete